O mnie

Moje zdjęcie
Poznań, Wielkopolskie, Poland
Kontakt: witold.wy@wp.pl

piątek, 9 grudnia 2011

Poczuj magię tych świąt

Dawniej nadejście świąt zwiastował zapach pomarańczy i karp o smutnym wzroku, przemierzający ostatnie metry w odmętach blokowej wanny. Czekało się na słodycze, robienie ciasteczek, wierzyło się w grubego jegomościa zwanego w Wlkp Gwiazdorem. Z wiekiem człowiek traci piękną naiwność w magiczną siłę reniferów i w to, że stukilowy dziadek jest w stanie przepchnąć swoje cztery litery przez komin i w dodatku obskoczyć parę miliardów domów. Utrata tejże naiwności, rozwiewa pył zaklęć i czarów, które czyniły każde święta wyjątkowym przeżyciem.
Dzisiaj nadejście świąt zwiastują sklepowe witryny  przystrojone niekiedy już w połowie listopada, super promocje sieci komórkowych czy pakietów telewizyjnych albo świąteczna reklama coca-coli ze swoim słynnym hasłem - poczuj magię tych świąt (naturalnie dzięki coca - coli). W natłoku zajęć, prezenty kupujemy w istnym biegu przełajowym, przez wielkie hole jeszcze większych galerii handlowych, mijając ludzi tak samo zabieganych jak my sami. Wszystko to może przypominać wyścigi, kto kupi więcej i szybciej, a sam klimat świąt to sprawa drugorzędna i trwa tyle ile spożycie wigilii.
Może się mylę, może generalizuję albo upraszczam, ale wydaje mi się, że dużo trudniej znaleźć chwilę na wspólne pieczenie ciasteczek, coraz ciężej znaleźć prezent, który wywołuje prawdziwy uśmiech. Wszyscy wszystko mają, oprócz czasu.
Ostatnio miałem przyjemność fotografować jeden dzień z życia małych podopiecznych świetlicy socjoterapeutycznej Motylarnia, dla których zorganizowano charytatywny wyjazd świąteczny do stadniny koni w Hermanowie. Dzieci których dzieciństwo nie jest pomalowane różową kredką, które nie mają wszystkiego o czym sobie zamarzą. Ciekawym było obserwowanie ile radości, może przysporzyć widok strusia czy przejażdżka na koniu z hermanowskiej stadniny, jak przyjemne jest wspólne zdobienie pierników, gdzieś tam z kolędami w tle, jak wartościowe jest robienie czegoś razem. Czegoś prostego, a nawet banalnego, ale jakże pięknego.To zaskakujące ile można nauczyć się od takich sobie małych dzieci ;)
Mam nadzieję, że i Wy znajdziecie chwilę, by podarować komuś coś więcej niż tylko przedmiot... może uśmiech, chwilę radości, albo po prostu wspólny czas. I tego Wam właśnie na nadchodzące święta życzę ;)



















Na zdjęciach podopieczni i przyjaciele świetlicy socjoterapeutycznej Motylarnia
Miejsce: Hermanów
A pierniki powędrowały do Domu Seniora

poniedziałek, 7 listopada 2011

Los Uśmiechos

Był sobie pewien człowiek. Codziennie wstawał by się uśmiechać. W północnym biegu Rio Grande mówili o nim Los Uśmiechos bo ciągle cieszył bułę. Wstawał – cieszył się, spał – cieszył się, jadł – cieszył się, zrobił sobie głodówkę i też się cieszył. Chodził po swoim Pueblo i starał się wszystkim przekazać odrobinę optymizmu, ciepła i dobrej nowiny. Gdy ktoś był smutny pocieszał go. Gdy ktoś stracił wiarę w siebie podnosił go na duchu. Gdy ktoś był radosny cieszył się razem z nim. Pewnego dnia do Pueblo przyjechał Los Malkontentos i rzekł:
- z czego się tak - kurka rurka - cieszysz?
- z niczego – urodziłem się by być szczęśliwym.
- i nigdy nie byłeś nie byłeś smutny?
- nigdy.
- to skąd wiesz, że jesteś szczęśliwy skoro nigdy nie byłeś smutny?
Los Uśmiechos zamyślił się poważnie spojrzał na chmury i odpowiedział:
- nie wiem, po prostu czuję, że inaczej nie umiem – tak jak wiatr popycha chmury, rolnik sieje zboże, ksiądz głosi ewangelię a policjant łapie złodziei, tak ja się uśmiecham.
- a gdy ktoś umiera, nie jest Ci smutno?
- wtedy staram się wierzyć, że idzie do nieba.
- a gdy kogoś coś boli, nie jest Ci smutno?
- wtedy myślę, że jego ból uczyni go silniejszym.
- a gdyby ktoś Tobie wyrządził krzywdę?
- a czemu miałby to zrobić?
- ludzie są źli i zawistni, nie lubią gdy komuś jest lepiej.
- wtedy będę mógł się do nich uśmiechnąć i powiedzieć, że im wybaczam.
Los Malkontentos podrapał się po gęstej brodzie odszedł parę kroków w zamyśleniu, po czym wrócił i zapytał
- a czemu to robisz?
- bo szczęście to wartość – można ją przekazać tak jak rzecz czy pieniądze.
Mówiąc to Los Uśmiechos obdarzył Los Malkontentosa uśmiechem, a ten poczuł, że nie jest już tak smutny, przez chwilę odwzajemnił uśmiech, lecz później posmutniał, ponieważ coś stracił – stracił cząstkę swojego smutku.

Mała seria z optymistą, motywatorem i Los Uśmiechosem Michałem Grześkowiakiem. Może i Wam coś z tych zdjęć do myślenia.
Polecam także Michowego bloga >>>http://michalgrzeskowiak.pl/




Mała seria z optymistą, motywatorem i Los Uśmiechosem Michałem Grześkowiakiem.
Polecam także Michowego bloga >>>http://michalgrzeskowiak.pl/

czwartek, 3 listopada 2011

Mistyczne podróże

Święto zmarłych to nie tylko okazja do wspomnienia zmarłych, spotkania z rodziną, ale również do odwiedzenia starych zakątków. Ja odwiedziłem moich dziadków.
W wieczór poprzedzający święto zmarłych, udałem się na pole nieopodal domu. Wychodząc z oświetlonego domu, potrzebowałem chwilę by wzrok przyzwyczaił się do ciemności. To co ukazało się moim oczom było z pozoru normalne, a jednakowoż niezwykłe. Pole zasnute było mgłą, po jego obu stronach dwie brzozy niczym wieże,  a ponad niebo czyste i wyraziste z całym bogactwem gwiazd i galaktyk. Od frontu dochodziły gdzieś odgłosy żurawi, z tyłu w oddali szum samochodów z położonej nieopodal szosy, u góry jakiś samolot odbijał się echem. Ileż poezji może znaleźć się na jednym polu pełnym trawy i ziół? Brzozy niczym wieże u niebiańskich bram, mistyczne przejście, pomiędzy rzeczywistością a metafizyką, zwykłością a nieskończonością. Walka odgłosów toczona przez żurawie głoszące nieśmiertelność, a dźwiękiem silników przypominających o codzienności, a to wszystko w aurze pradawnych dziadów. Nie wiem czy jest niebo, ale jeżeli wygląda tak jak to co widziałem to musi być tam pięknie.


Ciemne pole, czas naświetlania 30min, te białe kreski to gwiazdy, pozdrawiam

poniedziałek, 24 października 2011

Duch minionych wieków

Fotografia z jednej strony to forma zapisu obrazu, z drugiej jednak może być formą poznania. Poznania jako sposobu odkrywania prawideł rządzących światem, świadomości czy też rzeczywistości, albo poznania w sensie spotkania innych ludzi. Każde takie spotkanie, może nas czegoś nauczyć, dać nam inną perspektywę, wzbogacić nas o inny punkt widzenia, pokazać inny sposób na życie. Poznawanie nowych ludzi jest jak odkrywanie nowego świata, nieraz kompletnie odmiennego, od tego który jest nam znany. Tak było w przypadku ostatniego fotograficznego spotkania na planie filmu "Wyspa władców" w reżyserii Zbigniewa Cozaca z udziałem drużyny wojów piastowskich JANTAR. Możliwość "podglądania" pracy obu zespołów, dało mi sposobność zrobienia wyjątkowych zdjęć, które niosą ze sobą ducha minionych wieków. Czasów, o których uczymy się na lekcjach historii, a które często ciężko nam sobie wyobrazić. Może owe zdjęcia pozwolą Wam na poznanie zakurzonych kart historii.



















zdjęcia zostały wykonane na planie filmu "Wyspa władców" w reżyserii Zbigniewa Cozaca z udziałem drużyny wojów piastowskich JANTAR, na terenie Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy. Wszystkim serdecznie dziękuję.

sobota, 13 sierpnia 2011

Twarze Woodstocku

Woodstock 2011 zaczął się dla mnie, dużo lepiej niźli ten zeszłoroczny, obyło się bez mandatu w PKP a nawet bez biletu. Po 3 godzinach stania w przepełnionym acz radosnym pociągu - dojechałem. Zaczęło się tradycyjnie od zimnego piwka w centrum Kostrzyna przyprawionego satysfakcją, że policja nie wpisuje mandatów ;) po zrobieniu zapasów i spożyciu kurczaka z rożna, rozpoczął się marsz na pole Woodstockowe... a tam jak zwykle ktoś trzęsie grzywą


Ktoś udaje batmana



albo korzysta z salonu piękności
Dla mnie jako reportera to jednak kopalnia twarzy, wystarczy mieć małe grabki, żeby wykopać diamenty - wyjątkowe twarze













tych bardziej i tych mniej osobliwych, tych uśmiechniętych i tych troszkę groźnych; każda z nich to historia tegorocznego Woodstocku.
Tylko co na to wszystko Dżizus? ;)


wszystkich portretowanym dziękuję i pozdrawiam. Do zobaczenia za rok!