O mnie

Moje zdjęcie
Poznań, Wielkopolskie, Poland
Kontakt: witold.wy@wp.pl

sobota, 7 stycznia 2012

Mały świat, wielkiej płyty

Często zachwycają nas zdjęcia uchylające okno na inny świat. Zdjęcia wojownika z plemienia Mursi, riksiarza z Delhi, Chasyda pod Ścianą płaczu czy też małego Nepalczyka pracującego w kopalni siarki – to niczym darmowa podróż przez glob i poznawanie innych kultur, obyczajów czy rzeczywistości z bezpiecznej odległości. W takich miejscach jak szpital dla trędowatych w Bangladeszu, wysypisko śmieci w Nepalu na którym mieszkają całe rodziny czy bezdroże kirgiskiego stepu jest bardzo ciężko, zrobić zdjęcie, z jednej strony na inne warunki klimatyczne, z drugiej strony na rozmiar różnorodności, nowości, lecz i rozmiar biedy, ubóstwa i poczucia niesprawiedliwości, która częstokroć bije z oczu ludzi 3 świata, lecz gdy już się wciśnie spust migawki, to można być prawie pewnym tego, iż efekt będzie wyjątkowy. Zdjęcie anormalnie wychudzonego starca, siedzącego przed świątynią gdzieś w Indiach, nie porusza nas tak, jak zdjęcie starej Rumunki przed kościołem gdzieś na naszym osiedlu, zdjęcie małej brudnej Nepalki o wielkich, ciemnych i bardzo smutnych oczach, na tle ogromnych hałd śmieci, nie wzrusza nas tak bardzo, jak zdjęcie biedaka zwanego też menelem tudzież żulem, który pcha swój wózek, patrząc pustymi oczyma przed siebie. Podobnie jest z architekturą, dużo ciekawsze wydają nam się slumsy rodem z filmu „Slum Dog” niźli nasze rodzime bloki, dużo bardziej intrygujące wydają nam się gliniane chaty uchwycone na tle wielkiego czerwonego słońca zachodzącego, gdzieś w Afryce, niźli nasze wiejskie chaty, dużo większe wrażenie robi na nas zdjęcie z przepełnionej kontemplacją buddyjskiej świątyni, niźli naszych rodzimych kościołów. To zrozumiałe – to co widzimy na co dzień nie jest wcale dla nas niczym niezwykłym z oczywistych względów, lecz czy nie jest sztuką zobaczyć w tym co nas otacza, w tym naszym małym świecie odrobiny niezwykłości, krzty piękna, szczypty romantyzmu i mistycyzmu rodem z obrazów C.D Friedricha?

























Blokowisko to miejsce pełne kontrastów. Mieszkają tu ludzie różnej maści, od intelektualistów, studentów, aż po robotników i owianych złą sławą ludzi o złych twarzach i jeszcze gorszych odzieniach, zwanych popularnie dresami. Jest to swoisty Babilon, różnych ideologii, zapatrywań na świat, różnych celów, manier i stylów życia.
Poznańskie blokowisko podobnie jak setki innych w Polsce i na świecie uważne jest za brzydkie. Hałdy betonu i otaczającego je asfaltu, przypominają dawne czasy komunizmu, kojarzone z szarością ubóstwem i niedostatkiem. W zasadzie nie zmieniło się tu zbyt wiele, powstały markety, stacje paliw, wielkie galerie handlowe. Stare bloki przeżyły renesans, oklejone styropianem, posmarowane tynkiem. Żyją one własnym życiem, wieczorami rozbrzmiewa tu muzyka bawiących się studentów, słychać krzyki tych, dla których zabawa to agresja, gdzieś w maju - zaraz po oznajmiających ranek ptakach - rozlega się nieznośne dudnienie wiercenia i kucia ścian, z remontowanych mieszkań, zaś padający letni deszcz nie pachnie trawą tylko zgrzanym asfaltem. Nie wiadomo czy bardziej się kocha czy bardziej nienawidzi to przedziwne miejsce, ciężko tu o jakąkolwiek logikę, jednakże wydaję mi się, że tak jak góral kocha swoje hale, rolnik swoje pole, tak my kochamy swój mały skrawek betonu.


3 komentarze:

  1. 1,9,11 naprawde robia wrazenie!

    OdpowiedzUsuń
  2. ja tu mieszkam, nigdy nie wpadłem na pomysł fotografowania blokowisk w tak świetny sposób

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę dobre foty! Zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń